Historia pojawienia się kawy w Polsce ☕️
Historia pojawienia się kawy w Polsce ☕️

Historia pojawienia się kawy w Polsce sięga 1700 roku kiedy to za pośrednictwem kupców holenderskich i angielskich powstała pierwsza kawiarnia, tzw. “kafehauz”. Kulturę picia kawy w naszym kraju mocno rozpowszechnili Sasi z dynastii Wettynów w I połowie XVIII wieku. “Kafehauzy” zaczęto otwierać w innych miastach w Polsce. Pierwszą kawiarnię w Warszawie otworzył w 1724 roku Francuz Henri Duval, dworzanin Augusta II Mocnego. Zazwyczaj było to miejsce spotkań osób z otoczenia króla.

  Inna historia pojawienia się ziaren kawy w Polsce związana jest z bitwą pod Wiedniem z 1683 roku. Kiedy to tureccy najeźdźcy uciekali w popłochu przed wojskami Jana III Sobieskiego zostawili po sobie wiele atrakcyjnych fantów takich jak: broń, namioty, tkaniny, ubiory i inne cenne przedmioty. Wszystkie zdobycze wojenne sprawnie rozdzielono i odesłano do Polski. Jedyny łup, którym nikt się nie zainteresował były worki z zielonymi ziarnami kawy. Mówi się, że owych worków było ok. 200, może nawet 300. Osobą, która prawdopodobnie jako jedna z niewielu w tamtych czasach wiedziała do czego służą te ziarna był Jerzy Franciszek Kulczycki - dyplomata, tłumacz, kupiec i jednocześnie żołnierz Jana III Sobieskiego.

  W czasie oblężenia Kulczycki w przebraniu żołnierza osmańskiego przeszedł do obozu wroga podśpiewując tureckie piosenki. Wykradł się z miasta i skontaktował z księciem Karolem V przekazując cenne informacje o położeniu wojsk tureckich.

  Dzięki tym informacjom udało się odeprzeć atak Turków, a Kulczyckiego okrzyknięto bohaterem. W nagrodę polski dyplomata otrzymał pieniądze, a także dom na austriackim osiedlu Leopoldstadt. Dodatkowo Jan III Sobieski pozwolił Kulczyckiemu na zabranie ze sobą przedmiotów z pola bitwy, a on wybrał właśnie wcześniej wspomniane worki z kawą, którą pozostali mieli zamiar wyrzucić, bo uznali je za paszę dla wielbłądów.

  Kulczycki wkrótce potem 27 lutego 1684 roku otworzył swoją własną kawiarnię w Wiedniu przy ulicy Singerstrasse 9. Był to pierwszy lokal tego typu w Wiedniu i kilkakrotnie zmieniał swoją lokalizację. Ostatecznie w 1687 roku powstała kawiarnia “Pod Błękitną Butelką” przy Schlossergasse 624. Według legendy nazwa pochodzi od sposobu w jaki opatrywano rany Kulczyckiego otrzymane w trakcie oblężenia. Córka chirurga, Leopoldyna Meyer późniejsza żona polskiego dyplomaty obmywała mu rany wodą utlenioną, którą trzymała w błękitnej butelce.

  Przez wiele lat austriaccy historycy prowadzili badania i według nich pierwszą kawiarnię w Wiedniu otworzył nie Jerzy Kulczycki, a ormiański kupiec Johannes Diodato, także zdania na ten temat są podzielone.

  Polski dyplomata prowadził swoją kawiarnię jeszcze przez 8 lat, aż do swojej śmierci w 1694 roku. W cesarskich archiwach można znaleźć recepturę według której przygotowywano kawę w kawiarni Kulczyckiego. Początkowo słodzono ją miodem, który po jakimś czasie zastąpiono cukrem. Następnie zaczęto dodawać do kawy śmietankę i mleko. W trakcie picia kawy często jedzono rogale w kształcie półksiężyca. Według kart historii Kulczycki miał namówić piekarza Petera Wendlera, by wypiekał rogaliki właśnie w tym kształcie. Rogaliki były podawane do kawy na pamiątkę starcia Polaków, Niemców i Austriaków z armią turecką.

  Kafehauzy szybko zaczęły zdobywać popularność przez co z czasem wzrastała ich ilość w dużych miastach w Polsce. Kawa rozpowszechniła się także w dworach szlacheckich, gdzie picie jej przyjęto za rytuał. Kawę piło się rano i na podwieczorek. Bibliotekarz domu książąt Czartoryskich stworzył notatkę, według której rano kawę pito ze śmietanką, a po południu czarną.

  Zanim powstały pierwsze palarnie w latach 80. XIX wieku - kawa docierała do polskich domów w postaci zielonych ziaren. Wypalano ją w domach na patelni lub specjalnie przygotowanych młynkach, które obracano nad ogniem. Następnie zaparzano ją w tygielku. Początkowo przygotowywanie kawy było dość trudnym i skomplikowanym procesem, dlatego w bogatych domach zajmowała się tym specjalna służba. Często nazywano takie osoby kawiarkami.

  Kawa powoli zaczęła podbijać również społeczności z niższych sfer czyli rzemieślników i chłopów. Miało to wpływ na pojawienie się na rynku kawy z przewagą palonej pszenicy czy cukru. Prawdziwa, 100% kawa była bardzo droga, dostępna jedynie dla tych najbardziej zamożnych. W celu obniżenia ceny kawy mieszano ją z cykorią, palonym bobem lub żołędziami.

  Z czasem przyjęto, że kawa pozytywnie wpływa na organizm. Powoli zdobyła dużą przewagę nad herbatą, której zarzucano powodowanie suchości i ochłodzenia żołądka. W niektórych podręcznikach medycznych z XVIII wieku opisano kawę jako lek na choroby układu pokarmowego. Równolegle z rozpowszechnianiem się kawy, popularność zdobywała porcelana z manufaktur w Białej Podlaskiej, Żółkwi i Ćmielowie. Dzisiaj produkty tam wyrabiane można oglądać w muzeach.

  W czasach oświecenia kawa dostąpiła prawdziwego zaszczytu. Wielcy uczeni tamtych czasów, np. ks. Hugo Kołłątaj, sądzili, że picie kawy przez szlachtę zniechęca ich od spożywania alkoholu, a dodatkowo pozytywnie wpływa na pracę mózgu i myślenie. Wiele spotkań politycznych odbywało się właśnie w kawiarniach, które powszechnie uznawano za bardzo postępowe i nowoczesne.

  Za czasów Napoleona nastały trudne czasy dla wielbicieli czarnego napoju. Cesarz robił wszystko, by ograniczyć do minimum handlowanie towarami pochodzącymi z kolonii, ze względu na to, że przynosiły one ogromne zyski Wielkiej Brytanii. Właścicielom kawiarni udało się odbić od dna dopiero w latach 20 XIX wieku. W jednej z takich warszawskich kawiarni aresztowano oficerów rosyjskich i zdecydowano o egzekucji szpiegów i wrogów narodu podczas powstania listopadowego.

  50 lat później kawiarnie przeobraziły się w miejsca, gdzie można było pograć w karty, bilard, szachy czy poczytać gazety. Poeci i pisarze szczycili się swoim zamiłowaniem do kawy i tym, jak pozytywny wpływ ma ona na ich twórczość. W 1929 roku Brazylia postanowiła zniszczyć zapasy kawy, po to by utrzymać jej wysokie ceny. Zmartwiło to bardzo Antoniego Słonimskiego, który wysłał wiadomość do producentów kawy, by zaprzestali tego procederu, ponieważ w Polsce mała czarna jest niezwykle potrzebna.

  Za czasów PRL prawdziwej kawy nie było zbyt wiele, więc powrócono do dawnych sposobów przygotowywania kawy z pszenicy, bobu i żołędzi. Import kawy wzrósł dopiero 1964 roku. Zapotrzebowanie na ziarna kawowca nieustannie rosło. Czarny napój już na dobre zagościł nawet na wsiach za sprawą władzy ludowej. Kiedy wprowadzono przepis nakazujący rozpoczynanie pracy w urzędach o godzinie 6 rano, spożycie kawy gwałtownie wzrosło. W związku z tym, kawa osiągnęła rangę produktu luksusowego i jednocześnie łapówki.

  Obecnie kultura picia kawy w Polsce wygląda zupełnie inaczej. Porzuciliśmy zwyczaj serwowania kawy w szklankach, mamy dostęp do wysokiej jakości ziaren. Natomiast w dalszym ciągu na tle Europy wyróżnia nas zamiłowanie do słodkiej kawy. Nie bez przyczyny w XVIII wieku kawę ze śmietanką nazywano kawą po polsku. Na jednego Polaka przypada średnio 2,3 kg kawy rocznie. Jest to dużo więcej niż za czasów PRL, mimo to daleko nam do Finów, którzy rocznie spożywają nawet 12 kg tego surowca.

  Wielu osobom, zwłaszcza starszym, kawa kojarzy się z dobrem luksusowym z wyższej półki. Pomimo tego, że herbata wraca powoli do łask, nie zdarza się, by spotkania ze znajomymi lub nowo poznanymi osobami odbywały się przy herbacie. Zwykle jest to kawa i chyba ciężko się temu sprzeciwić.

Jeżeli dotrwaliście do tej pory to jesteście naprawdę wytrwali! 😃

Artykuł w dużej mierze oparty o książkę "Przygody z kawą i herbatą" Kordiana Tarasiewicza ale też artykule o Odsieczy Wiedeńskiej na Wikipedii + własnej, kiedyś zasłyszanej historii na ten temat.

  • grafiki stworzone w aplikacji Canva.com